CIĄŻA, DZIECKO TABU

Schowaj ten brzuch!!!

21 marca 2018

zdjęcie z archiwum prywatnego, kopiowanie zabronione

Większości społeczeństwa ciąża kojarzy się z pięknym stanem. Rosnący brzuch, odczuwane ruchy dziecka, kompletowanie wyprawki, sielanka. Nie o tej grupie jest ten tekst.
Powstał w październiku 2017. Musiał poczekać pół roku jako szkic żebym była gotowa go opublikować i nadal nie wiem czy jestem. Tyle przeszłam, że mogłabym napisać książkę o poronieniu, diagnostyce i ciąży po przejściach, nie od strony medycznej, a od strony pacjentki, ale kto chciałby to czytać?

 

Pamiętam jak czekałam 12h na Izbie Przyjęć, wiedząc, że jestem w trakcie poronienia. Wokół pełno kobiet z dużymi brzuchami, za głową dudniące non stop KTG. To było bolesne przeżycie, bo ja, będąc matką, która właśnie żegna się ze swoim dzieckiem, byłam zmuszona do oglądania brzuchów i słuchania serduszek innych dzieci. Nie mogłam się pogodzić z taką znieczulicą i takim podejściem polskiej służby zdrowia do kobiet, które trafiają na IP z poronieniem. Brak humanitarnego podejścia, jak tak można, jak można pozwolić żebym czekała tyle godzin w takich warunkach – nie rozumiałam jak można tak traktować kobietę, która właśnie przeżywa prawdopodobnie największą tragedię w swoim życiu. Racjonalnie to rozumiem – trzeba przyjąć wszystkie inne kobiety, które jeszcze mają w sobie życie, mi przyjęcie kilka godzin wcześniej by nie pomogło, i tak byłam skazana na stratę.

Po traumie na IP przyszedł czas „normalnego” funkcjonowania. Wydawać by się mogło, że nagle zrobił się wysyp wózków i brzuchów, ale nie, po prostu kobieta, która jest po stracie dziecka wszędzie je widzi, wahacza z każdego zakamarka. Wszystko jest bolesne – każdy spotkany brzuch, każda informacja związana z pojawieniem się jakiegoś dziecka w rodzinie, bezproblemowe ciąże wszystkich wokół, każdy wózek. Nie przeżyłaś tego? Nie oceniaj. Przeżyłaś? Na pewno rozumiesz.

Kiedy zaszłam w ciążę, która w końcu miała szansę na powodzenie, byłam pełna obaw i strachu. To też normalne po wcześniejszych stratach. Tak długo czekałam wcześniej na rosnący brzuch, a teraz jak zaczął się pojawiać to go ukrywałam. Dlaczego? Sama siebie nie do końca rozumiałam. Nie chodziło o to, że nagle zaczęło się zmieniać moje ciało, z tym nie miałam aż takiego problemu. Może nie chciałam sprawiać bólu kobiecie, która ma podobne przeżycia jak ja i musi patrzeć na mój brzuch, a może sama się bałam do niego przyzwyczajać mając z tyłu głowy, że wszystko się może zdarzyć? Radość była bardzo tłumiona.

Od jakiegoś czasu chodziłam do Dominikanów na mszę o dar potomstwa, nie przestałam jak zaszłam w ciążę, ale czułam się na niej już trochę dziwnie, bo wiedziałam jakie pary tam przychodzą. Do kiedy dało się ukrywać brzuch, ukrywałam, ale przed ostatnią mszą, kiedy brzuch był już wyraźnie zaokrąglony, zastanawiałam się czy w ogóle pójść, żeby nie ranić. Poszłam, czułam się nieswojo widząc pary, które zmagają się z niepłodnością, a gdzieś pomiędzy nimi ja z dużym brzuchem. Osobom, które nigdy nie miały problemów z zajściem w ciążę lub utrzymaniem ciąży, może wydawać się to dziwne, ale ja naprawdę nie chciałam nikogo ranić.

Czy jest jakieś rozsądne wyjście z takiej sytuacji? Czy można jakoś pomóc kobietom po stratach lub starającym się od dłuższego czasu o dziecko? Długo się nad tym zastanawiałam, bo każdy jest inny, każdy inaczej radzi sobie ze swoimi emocjami, nie można generalizować. Wydaje mi się, że kluczem do sukcesu jest odpowiednie zachowanie, o czym pisałam w tekście Jak się zachować jak ktoś poroni? i w tekście Gdy bocian się spóźnia.

Podczas pisania tego tekstu uświadomiłam sobie, że nikt nie jest w stanie przepracować za kobietę tak trudnej sytuacji. Można pomóc odpowiednim zachowaniem, zachowaniem taktu, wspierać, ale to kobieta, która przeżyła stratę lub nie może mieć dzieci, musi sobie z tym poradzić, musi uporać się psychicznie z widokiem brzuchów, ze słuchaniem historyjek o kolejnych dzieciach w rodzinie, u znajomych, musi sobie poradzić z pytaniami, które padają z różnych stron. Nikt za nią tego nie zrobi. To może być bardzo długa i bardzo ciężka droga. Jeśli ma obok siebie kogoś, kto idzie razem z nią i ją rozumie albo nie rozumie, bo tego nie przeżył, ale jest obok i zawsze wysłucha, na pewno będzie dużo łatwiej.

 

Jeśli jesteś jedną z kobiet, o których napisałam daj mi znać. Opisz swoją historię w komentarzu czy w wiadomości prywatnej na kontakt.przystanekm@gmail.com. Pogadamy, wiedz jedno – ja Ciebie zrozumiem chociaż Cię nie znam.

Nie przeżyłaś tego? Też daj mi znać, podziel się ze mną swoimi odczuciami po przeczytaniu tego tekstu, bo był dla mnie bardzo trudny, mimo, że może dość chaotyczny.

You Might Also Like